Gdyby zatroszczono się o zebranie i zachowanie wszystkich konferencji Świętego Wincentego do misjonarzy, jakie wygłosił w kolegium des Bons-Enfants lub w dom Świętego Łazarza, to nie zmieściłyby się one w dziesięciu grubych tomach. Święty przemawiał do swoich współbraci często: w każdy piątek dwa razy – na rannej kapitule i na wieczornej konferencji, a w niedziele, środy i dni świąteczne na powtórzeniu rozmyślania. Praktyka cnót, obowiązki stanu, wyjaśnianie reguł, nauka płynąca ze świąt obchodzonych w ciągu roku, to były zwyczajne tematy jego wypowiedzi. Dodawał do nich pouczenia, jeśli uważał za wskazane oraz wiadomości, które interesowaly konfratrów, zwłaszcza te docierające z odległych misji. Bardzo często usta mówiły z obfitości serca, a Święty Wincenty nie zauważał, że czas upływa. Gdy zegar oznajmiał, że czas już kończyć, zdziwiony miał jeszcze dużo do powiedzenia. Nie starał się o wyszukane myśli czy słowa, wszystko wypływało ze źródła. Rady jakie dawał swoim współbraciom, by zachowywali prostotę w głoszeniu kazań, przyjmowane były tym bardziej, że on sam wprowadzał je w praktykę. Nie należał do tych, którzy tonem oratora przemawiają ponad głowami ludzi.

Z prostotą łączył entuzjazm, który udzielał się innym i poruszał ich serca, dlatego że wypływał z serca nasyconego prawdami, jakich nauczał, z serca człowieka świętego. Nic tak nie pomaga przemawiającemu, jak wewnętrzne przekonanie. Dwa słowa, które wychodzą z jego ust, przynoszą często większy skutek, niż długa mowa. Przy pomocy tych zawołań: O Jezu! Mój Boże! O Zbawicielu!, które były mu bliskie, Święty Wincenty poruszał serca tych, którzy go słuchali. Ton jego głosu i mimika, jaka tym zawołaniom towarzyszyła, były bowiem niezwykle ekspresyjne.

Nikt nie mógł oprzeć się urokowi tych słów. Panie miłosierdzia, księża z Konferencji Wtorkowych, siostry miłosierdzia i misjonarze również ulegali ich czarowi. Chętnie przywołuje się jako wzór elokwencji to, co Święty Wincenty powiedział pewnego dnia w jednym ze swoich przemówień do pań miłosierdzia na temat dzieci porzuconych, którymi te panie opiekowały się. Jest znane to wszystko, otrzymał od nich na swe dobre dzieła. Znane są słowa z listu, który Bossuet skierował do papieża Klemensa XI: Gdy uważnie słuchaliśmy go podczas jakiejś konferencji, to czuliśmy, że spełniają się w nim te słowa apostoła: „Jesli ktoś przemawia, to niech jego słowa będą jak słowa Boga”. Książka jest do nabycia w Wydawnictwie ITKM