Bł. Małgorzata Rutan (1736-1794)
(wspomnienie 9 kwietnia)

Urodziła się w Metzu 23 kwietnia 1736 r. w religijnej rodzinie Karola Rutan i Marii z d. Forat, jako ósme z piętnaściorga dzieci. Do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia wstąpiła w dwudziestym pierwszym roku życia. W zgromadzeniu były również jej dwie siostry, które zmarły w młodym wieku: Franciszka w 1764 r. i Antonina Teresa w 1770 r.
Małgorzata po ukończeniu seminarium pracowała w różnych szpitalach. W 1779 r. została przełożoną w szpitalu w Dax. Tutaj zastały ją dramatyczne wydarzenia rewolucji francuskiej. Gdy siostry odmówiły złożenia przysięgi na konstytucję rewolucyjną, usunięto je z pracy w szpitalu i w szkole. Pozwolono im udać się do domów rodzinnych. Tylko siostrę Małgorzatę jako przełożoną aresztowano i uwięziono 24 grudnia 1793 r. pod zarzutem działalności antyrewolucyjnej, bo przyjmowała do szpitala rannych żołnierzy i troskliwie opiekowała się nimi. Po procesie, który był farsą praworządności skazano ją na śmierć. Wyrok wykonano 9 kwietnia 1794 r.

Do grona błogosławionych została zaliczona 19 czerwca 2011 r., kiedy cała Rodzina Wincentyńska przeżywała 350 rocznicę śmierci założycieli. Jej liturgiczne wspomnienie wyznaczono na 9 kwietnia.

Przesłanie

Po wysłuchaniu wyroku śmierci s. Małgorzata powiedziała: Umieram skazana niesprawiedliwym wyrokiem. Przebaczam z całego serca wszystkim, którzy bezpodstawnie mnie oskarżyli. Umierała w środę Wielkiego Tygodnia. Jednoczyła się z Chrystusem w dniach, w których Kościół wspominał ostatnie dni Jego życia. Swoje przebaczenie łączyła z Jego słowami: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23, 34).

Dwaj żołnierze prowadzący błogosławioną na szafot okazywali jej współczucie. Ona ze swej strony starała się ich pocieszyć. Jednemu z nich ofiarowała swój zegarek, drugiemu – chusteczkę. Przez całe życie posługiwała cierpiącym ubogim chorym. Teraz nawet w wykonawcach wyroku starała się dostrzec oblicze cierpiącego Chrystusa.

Gdy wstępowała na szafot, spoglądała na gilotynę jak na krzyż Chrystusa na Kalwarii. To dodało jej odwagi w przyjęciu męczeńskiej śmierci. Zaśpiewała pierwsze słowa Magnificat. Następnie uklękła i sama podstawiła szyję pod ostrze gilotyny. Oprawcy, który chciał jej pomóc, powiedziała: Zostaw mnie, bo żaden mężczyzna mnie dotąd nie dotykał. Jej głowa spadła, a ona wstępowała do nieba, które zgodnie z zapowiedzią św. Wincentego, otwierali jej ubodzy, którym służyła przez całe życie w zgromadzeniu.

© „Dziedzictwo – Święci i Błogosławieni Rodziny Wincentyńskiej” Alberto Vernaschi CM, Tłumaczenie z języka włoskiego Ks. Władysław Bomba CM, Wydanie III (uzupełnione) – WITKM Kraków 2014 r.