Św. Wincenty a Paulo (1581-1660)
(Uroczystość 27 września)

Urodził się 24 kwietnia 1581 r. w Pouy koło Dax w południowej Francji, w rodzinie Jana Depaul i Bertrandy z domu Moras. Święcenia kapłańskie przyjął 23 września 1600 r. w Châteaux l’Évêque (diec. Périgueux).

O pierwszych latach jego posługi kapłańskiej papież Jan Paweł II mówił: W pierwszych latach po święceniach Wincenty wprawdzie nie odmawiał współdziałania z łaską, ale nie traktował kapłaństwa jako powołania do pracy w winnicy Pańskiej, lecz jako sposobność do osiągnięcia prestiżu społecznego i zapewnienia sobie godziwych warunków życia. Świadczy o tym jego list pisany do matki w 1610 r. W tym okresie Wincenty miał nadzieję na zrobienie „kariery”; zabiegał o dobra materialne, które umożliwiłyby mu również wspomaganie rodziny. Miał bowiem świadomość zaciągniętego długu wobec rodziców, którzy sprzedali nawet parę wołów, by zapewnić mu zdobywanie wiedzy dla przygotowania się do kapłaństwa. Zapewne spodziewali się, że w przyszłości syn będzie udzielał pomocy ubogiej rodzinie wieśniaczej z Landów.

Lata niepewności i poszukiwań. Kiedy w 1610 r. upłynęło już dziesięć lat od święceń kapłańskich, które Wincenty otrzymał 23 września 1600 r., czyli w chwili gdy liczył dziewiętnaście i pół roku życia. W tym dziesięcioleciu wiele podróżował w poszukiwaniu możliwości spełnienia swoich marzeń. Spotykały go jednak niepowodzenia. Przeżył nawet dramatyczne doświadczenie niewoli w Tunisie. W 1608 r. znalazł się w Paryżu. Nawiązał kontakty z „wielkimi tego świata”. Spotkał się również z osobami kształtującymi francuską duchowość w owych czasach. Był wśród nich Piotr de Bérulle (1575-1629). Pod jego wpływem rozpoczyna się dzieło „nawrócenia” Wincentego.

Zaczął dostrzegać znaczenie bycia chrześcijaninem i kapłanem. Przeżył ból posądzenia o kradzież. Miał świadomość niewinności, ale nie próbował się usprawiedliwiać. Poznał też uczonego teologa Sorbony, przeżywającego pokusy przeciwko wierze. Wspomógł go, przyjmując na siebie jego wątpliwości. To doświadczenie trwało cztery lata. Złożył wtedy obietnicę, iż jeżeli odzyska wiarę, resztę swego życia poświęci na służbę ubogim. Bóg przyjął jego zobowiązanie.

W latach 1611-1612 spełniał obowiązki proboszcza w Clichy. Zawsze wspominał to jako najszczęśliwsze lata swojego życia. Mawiał: Jestem przekonany, że nawet ojciec święty nie jest tak szczęśliwy, jak proboszcz żyjący pośród dobrych i wspaniałomyślnych parafian. Jego praca duszpasterska trwała tylko rok, ale tytuł proboszcza Clichy zachował do 1626 r.

W 1613 r., za radą Piotra de Bérulle, przekazał obowiązki proboszczowskie wikariuszowi, a sam został kapelanem rodziny Filipa Emanuela de Gondi, generała galer królewskich. Nie czuł się dobrze w środowisku arystokracji, ale to wtedy przeżył doświadczenia, które miały ukształtować całe jego życie.

Ważne wydarzenia roku 1617. Pierwszym z nich była spowiedź umierającego, który po jej odprawieniu wyznał publicznie, w obecności Małgorzaty de Silly de Gondi, że z pewnością byłby potępiony z powodu świętokradzkich spowiedzi odprawianych w dawniejszym życiu. Pod wpływem tej wiadomości pani de Gondi skłoniła Wincentego, by 25 stycznia 1617 r. w Folleville wygłosił kazanie i zachęcił wiernych od odprawiania spowiedzi generalnej z całego życia. Kazanie było tak skuteczne, że trzeba było poprosić jezuitów z pobliskiego domu zakonnego klasztoru o pomoc w spowiadaniu. Po latach Wincenty twierdził, że było to jego pierwsze kazanie misyjne.

W tym samym roku, znów za radą Piotra de Berulle, Wincenty opuścił dom rodziny de Gondi i podjął obowiązki duszpasterskie w opuszczonej parafii Châtillon-les-Dombes w pobliżu Lyonu. W niedzielę 20 sierpnia 1617 r. przed Mszą świętą, powiadomiono go, że w pobliskiej wiosce jest rodzina doświadczona chorobą i pozbawiona środków do życia. Wspomniał o tym w kazaniu w słowach tak przejmujących, że w godzinach popołudniowych liczni wierni pośpieszyli z pomocą potrzebującym. Wincenty pomyślał, że ten zapał łatwo może stać się „słomianym ogniem” i że miłosierdzie może być skuteczne, jeżeli nada mu się formy zorganizowane. Po trzech dniach, 23 sierpnia, zaprosił kilka osób i podzielił się z nimi swymi przemyśleniami. W ten sposób powstało pierwsze Bractwo Miłosierdzia. Było to drugie wydarzenie 1617 r., które podobnie jak pierwsze z Folleville, wpłynęło decydująco na dalsze życie Wincentego.

Rodzina de Gondi nie mogła pogodzić się z „ucieczką” swojego kapelana. Pod naciskiem generała galer, Piotr de Bérulle przekonał Wincentego do powrotu do ich domu. Dzięki temu w 1618 r. Wincenty spotkał w Paryżu Franciszka Salezego, który wywarł znaczący wpływ na jego życie duchowe.

Wspomniane dwa wydarzenia w 1617 r. dla Wincentego stały się wyraźnym głosem Bożej opatrzności i objawieniem woli Bożej, którą chciał spełniać. W licznych kościołach w posiadłościach państwa de Gondi nauczał katechizmu, głosił kazania i spowiadał. Odwiedzał też skazańców uwięzionych na galerach królewskich, których Filip Emanuel de Gondi był generałem. Podejmowane zadania zmusiły go do szukania pomocy innych księży. W ten sposób, za radą pani de Gondi i dzięki jej pomocy materialnej, 17 kwietnia 1625 r. powstało Zgromadzenie Misji: grupa księży, którzy w wiejskich parafiach głosili misje i zakładali Bractwa Miłosierdzia. Dla zapewnienia trwałości owoców owych misji należało zatroszczyć się o godnych duszpasterzy dla ewangelizowanych parafii. Dlatego nowopowstałe zgromadzenie podjęło głoszenie rekolekcji dla kandydatów do święceń kapłańskich (1628), organizowało tzw. Konferencje Wtorkowe dla księży (1633) i przyjmowało kierownictwo seminariami duchownymi (1642).

Miłosierdzie w działaniu. Mnóstwo ubogich żebrzących na ulicach Paryża przyczyniło się do powstawania w stolicy Bractw Miłosierdzia. Ubodzy okazywali się „wymagającymi panami”. Wymagało to nie tylko udzielania jałmużny, ale również służenia im własnym czasem i własnymi siłami. Nie mogły sobie na to pozwalać panie z arystokracji. Wtedy pojawiły się spotykane na misjach wiejskie dziewczęta gotowe wspaniałomyślnie służyć ubogim i chorym. Wincenty powierzył je Ludwice de Marillac, która już wcześniej odwiedzała bractwa dla ożywiania ich działalności. W ten sposób 29 listopada 1633 r. powstało Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia. Był to zupełnie nowy instytut gromadzący osoby „całkowicie oddane Bogu dla służenia ubogim”. Nie zamykały się w klasztorach. Na wzór straży ogniowej, śpieszyły wszędzie tam, gdzie oczekiwali ubodzy potrzebujący opieki. Odwiedzały chorych w ich domach rodzinnych, w przytułkach i w szpitalach. Zajmowały się skazanymi na galery, wspomagały dotkniętych klęskami żywiołowymi i wojnami, zajmowały się rannymi na polach bitew, stawały się matkami porzuconych dzieci.

Dalsze lata. Po 1633 r. następował rozwój dzieł wincentyńskich i umacnianie ich struktur organizacyjnych. Wszelka niedola duchowa i materialna poruszała serce Wincentego i skłaniała go do śpieszenia z pomocą. Czynili to księża ze Zgromadzenia Misji, siostry miłosierdzia i Bractwa Miłosierdzia. Na szeroką skalę organizowano pomoc dla regionów niszczonych wojnami. Misjonarze pełnili funkcje kapelanów wojskowych, siostry opiekowały się rannymi. Podejmowano opiekę nad chorymi psychicznie, nad żebrakami, nad pozbawionymi opieki ludźmi w podeszłym wieku. Misjonarze wyjeżdżali na Madagaskar i do Północnej Afryki. Wincenty w licznych konferencjach i listach zachęcał do gorliwości swoich duchowych synów i duchowe córki. Uczył wyrzeczenia na rzecz ubogich. Sam stawał się przykładem w tej dziedzinie i zachęcał do tego innych. Szukał środków do wspomagania potrzebujących. Nie wahał się przed ukazywaniem ludziom majętnym ich zobowiązań w stosunku do najuboższych. Docierał na dwór królewski. Włączony do tzw. Rady Sumienia korzystał z pomocy kardynała Richelieu, by zapewnić Kościołowi francuskiemu godnych biskupów. W okresie Frondy nakłaniał kardynała Mazzariniego, by podał się do dymisji z funkcji pierwszego ministra dla zapewnienia pokoju. Wprawdzie nie osiągnął zamierzonego celu, ale wszyscy doceniali jego wysiłki na tym polu.

To wszystko wskazuje, jak intensywna była jego działalność społeczna. Można powiedzieć, że nie mógł uczynić nic więcej. On sam jednak był innego zdania. W filmie „Monsieur Vincent” jest scena, która pewnie nie miała miejsca w rzeczywistości, ale która w pełni odzwierciedla stan jego ducha. Ta scena przedstawia rozmowę podeszłego w latach Wincentego z królową Anną Austriaczką. Gdy on wyrażał żal, że tak mało dokonał, królowa mówiła: Ojcze, przez całe życie starałeś się wszystko dawać innym, nie zachowując niczego dla siebie. Nie zabiegałeś o chwałę i zaszczyty, ani o własne szczęście. Nie wznosiłeś wielkich budowli dla swoich zgromadzeń. Powiedz mi, czy teraz w obliczu śmierci czujesz wokół siebie pustkę jak inni? Wincenty ledwie słyszalnym głosem wyszeptał: Może tak, wszak zrobiłem tak mało. Królowa odrzekła: Więc, co należy robić, żeby czegoś dokonać? Po długiej chwili milczenia Wincenty powiedział: „Davantage”. Więcej, bo w gruncie rzeczy zawsze czynimy za mało.

Wincenty zmarł 27 września 1660 r. Jego beatyfikacja odbyła się 13 sierpnia 1729 r., kanonizacji dokonał papież Klemens XII 16 czerwca 1737 r. i wyznaczył dzień jego święta na 19 lipca. Obecnie to święto obchodzi się w rocznicę śmierci – 27 września. Papież Leon XIII w 1885 r. ogłosił go patronem wszystkich dzieł miłosierdzia chrześcijańskiego, które w jakikolwiek sposób od niego pochodzą.

Przesłanie

Troska o świętość trwa przez całe życie. Wincenty przyjął święcenia kapłańskie w 19. roku życia. W pierwszych latach starał się zapewnić sobie godne miejsce w społeczeństwie i godziwe warunki życia. Później poddał się działaniu Bożej łaski i troszczył się jedynie o Bożą chwałę i o dobro bliźnich, zwłaszcza najuboższych. Papież Jan Paweł II wspominając jego życie, mówił: Człowiek nie rodzi się świętym. Staje się nim przez postępowanie drogą trudnego nawracania się i systematycznego oczyszczania. Stawanie się świętym oznacza trudne zaangażowanie, które trwa całe życie.

Wincenty często powtarzał, że należy kochać Boga i że musi się to urzeczywistniać w trudzie rąk i w pocie czoła. Dodawał ponadto: Nasze serce musi należeć do Boga, nasza wola ma być Jego wolą i cały nasz czas musimy przeznaczać na Jego służbę. Miał jednak świadomość, że w każdym naszym działaniu inicjatywa należy do Boga i dlatego mawiał: Bóg jest miłością i jedyną drogą do Niego jest droga miłości. Ręki Bożej nie można do niczego przymuszać. Cytując zdanie św. Franciszka Salezego: Nie mógłbym iść do Boga, gdyby Bóg nie przyszedł do mnie, wyjaśniał: Serce prawdziwie zapalone miłością wie na czym polega miłość ku Bogu; wie, że nie mogłoby otwierać się na Boga, gdyby Bóg nie wychodził mu na spotkanie i nie pociągał go swoją łaską. W tej dziedzinie niczego nie można osiągnąć własnymi siłami ani ludzkimi zabiegami. Kiedy Bóg chce pociągnąć człowieka czyni to z łagodnością i czułością bez żadnego przymusu. Dobrze wiedział, że do świętości prowadzi długa droga i mówił: Doskonałości nie można osiągnąć natychmiast. Zdobywa się ją powoli, krok za krokiem. Wymaga to cierpliwości. Prowadzi do niej długa droga, którą pokonuje się małymi krokami.

Fundamentem świętości jest upodobnienie się do Chrystusa. Święty Wincenty mawiał: W trosce o własną doskonałość trzeba przyoblec się w Ducha Jezusa Chrystusa. Oznacza to, iż zamiast podejmować własne działania, należy pozwolić działać Duchowi Świętemu, który ma mieszkanie w sercach sprawiedliwych. Dlatego musicie poddać się Duchowi Naszego Pana. On sam naznaczy was swoją pieczęcią i wyciśnie w waszych duszach własny charakter. Odwołując się do nauki św. Pawła, mówił: Pamiętajcie, że żyjemy i umieramy w Jezusie Chrystusie i dlatego nasze życie musi być ukryte w Jezusie, aby On w pełni się w nas objawiał. Dlatego też trzeba upodabniać nasze życie do Jego życia, abyśmy jak On mogli umierać.

Upodobnienie się do Chrystusa wymaga pełnienia woli Boga. Bóg sprawił, że Wincenty przeżył bolesne doświadczenia niewoli i niesprawiedliwego oskarżenia o kradzież, a także uciążliwe pokusy przeciwko wierze. Później spełniał obowiązki jałmużnika królowej, był proboszczem w Clichy, kapelanem rodziny de Gondi i proboszczem w Châtillon-les-Dombes. We wszystkich tych sytuacjach spotykał ludzi ubogich oraz ich potrzeby duchowe i materialne. Na każdym etapie swojej drogi życiowej dostrzegał znaki czasu i starał się należycie je odczytywać. Przekonał się, że prawdziwa doskonałość nie polega na przeżywaniu ekstatycznych wizji, lecz postępowaniu we wszystkim zgodnie z wolą Bożą.

W liście do Ludwiki de Marillac pisał: Niewiele potrzeba, aby osiągnąć świętość. Wystarczy czynić wszystko zgodnie z wolą Boga. Sprawy Boże bowiem urzeczywistniają się same. Prawdziwa mądrość polega na postępowaniu krok w krok za Bożą opatrznością. Trzeba śpieszyć się powoli. W tych zdaniach Wincenty zawarł całe swoje doświadczenie życiowe i całą swoją znajomość prawdziwej duchowości.

Pełnienie woli Boga wymaga życia miłością. Przemiana Wincentego dokonała się w spotkaniu z ubogimi. To on stali się materialnego, które nie poruszałoby jego serca. Jego oddanie się ubogim dokonywało się w duchu wiary. Był przekonany, że są oni sakramentem Jezusa Chrystusa, że w ich życiu ujawnia się żywy Chrystus; służąc ubogim, służy się Chrystusowi. Dlatego uważał, że są oni panami i mistrzami dla wszystkich, którzy w ich osobach chcą służyć Chrystusowi.

Okazywanie miłości poprzez świadczenie miłosierdzia stawało podstawową zasadą życia Wincentego i tych, którzy poszli za nim. Mawiał: Miłość jest najwyższą zasadą i wszystkie reguły do niej się odnoszą. Ona jest „wielką panią” i trzeba czynić wszystko, czego ona wymaga. Jeżeli miłość Boga jest ogniem, to gorliwość w służbie ubogim jest jego płomieniem; jeżeli miłość Boga jest słońcem, to ta gorliwość jest jego promieniem. Jest ona tym, co jest najbardziej czystego w miłości Boga.

Doświadczenia 1617 r. ukazały Wincentemu w pełnym świetle ubóstwo duchowe i materialne ludzi, których spotykał. Były to w jego oczach dwa nierozdzielne aspekty ubóstwa. Dlatego nieustannie powtarzał: Należy zaradzać potrzebom ubogich zarówno co do ciała jak i co do ducha. Musimy to czynić sami i zachęcać do tego innych. Takie działania miały przywracać ubogim ich ludzką godność. Dlatego nie wystarczało pracować dla ubogich, lecz razem z nimi należało zabiegać o ich ludzką promocję. Miłosierdzia nie można ograniczać do udzielania jałmużny i świadczenia pomocy społecznej. Trzeba podejmować działania zmierzające do przemiany uwarunkowań społecznych, do stwarzania sytuacji, w których ubodzy potrafią zmienić swój nieszczęsny los. Służenie ubogim musi uwzględniać ich osobistą godność. Trzeba dostrzegać ich osobiste dramaty i poznawać problemy, jakie muszą rozwiązywać. Służenie przeto musi być kompetentne i musi dokonywać się z szacunkiem, cierpliwością i serdecznością.

Całe życie Wincentego i podejmowane przez niego inicjatywy na rzecz ubogich są świadectwem, że miłość musi być odkrywcza i nieskończona. Nie mogło być inaczej, wszak cała jego działalność była zwierciadłem, w którym odbijała się miłość Boga; miłość, której sam doświadczał na modlitwie. To pozwalało mu powtarzać: Dajcie mi człowieka modlitwy, a będzie zdolny do wszystkiego.

Podziwiamy w Wincentym człowieka kontemplacji i działania, organizacji i wyobraźni, autorytetu i pokory, człowieka na czasy dawne i dzisiejsze (Jan Paweł II). Był on człowiekiem, jak każdy z nas. Miał jednak, w przeciwieństwie do nas, odwagę działania, umiał dawać i dawać siebie. Był człowiekiem, który własną świętością zachęcał do świętości innych. Również dzisiaj jest wzorem dla każdego, kto podejmuje pracę dla ubogich i z ubogimi, kto chce zabiegać o prawdziwe wyzwolenie człowieka.

© „Dziedzictwo – Święci i Błogosławieni Rodziny Wincentyńskiej” Alberto Vernaschi CM, Tłumaczenie z języka włoskiego Ks. Władysław Bomba CM, Wydanie III (uzupełnione) – WITKM Kraków 2014 r.