Plakat
Św. Elżbieta Anna Seton (1774-1821)
(wspomnienie 4 stycznia)

Urodziła się 28 sierpnia 1774 r. w Nowym Jorku, dwa lata przed ogłoszeniem niepodległości Stanów Zjednoczonych. Przeżyła więc cały okres wojny. Gdy miała dwa lata zmarła jej matka. Ojciec był profesorem na Uniwersytecie Columbia i urzędnikiem sanitarnym. Całkowicie pochłaniały go sprawy zawodowe i wiele czasu spędzał poza domem. Wychowaniem córki zajęli się krewni należący do Kościoła Episkopalnego.

W dziewiętnastym roku życia Elżbieta Anna poznała Wilhelma Seton, pierworodnego syna bogatej i wpływowej rodziny nowojorskiej, prowadzącej firmę handlu międzynarodowego utrzymującą kontakty z całą Europą, a zwłaszcza z Włochami. Pobrali się 25 stycznia 1794 r. Mieli pięcioro dzieci. Mąż wiele podróżował, żona żyła w patriarchalnej rodzinie teściów i zajmowała się wychowaniem dzieci. Wszystko układało się dobrze do chwili, gdy podczas rewolucji francuskiej Stany Zjednoczone opowiedziały się po stronie Wielkiej Brytanii. Korsarze francuscy atakowali statki amerykańskie. Firma Setonów poniosła poważne straty. Rodzina jednak wspierana przez krewnych i przyjaciół prowadziła bezpieczne spokojne życie. Oparciem dla Elżbiety Anny była jej żywa wiara.

Wiele czasu i sił, a także środków materialnych poświęcała ubogim i chorym swojej dzielnicy. Założyła stowarzyszenie wspomagające ubogie wdowy i ich dzieci. Pod jej wpływem również mąż prowadził życie religijne. Kiedy w 1803 r. zachorował na gruźlicę, lekarze zalecili mu przeniesienie się na zimę do kraju o łagodniejszym klimacie. Żona zdecydowała się towarzyszyć mu w podróży do Włoch. Zabrali ze sobą ośmioletnią córkę Annę, a inne dzieci zostawili pod opieką rodziny. Zamierzali zamieszkać u przyjaciół w Toskanii, ale ze względu na chorobę umieszczono ich w szpitalu w Livorno dla przebycia kwarantanny. Przeżywali to boleśnie, ale ze spokojem poddali się woli Bożej. Po pewnym czasie zamieszkali w Pizie i tam 27 grudnia 1803 r. Wilhelm zmarł na rękach żony. Pocieszała go: Idziesz do swego Zbawiciela. Wspomagana przez przyjaciół złożyła jego ciało na cmentarzu w Livorno (Włochy).

Przed powrotem do Ameryki przez pewien czas zamieszkała w domu rodziny Antoniego Filicchi. Była urzeczona ich gościnnością. Wiele rozmawiali o prawdach wiary katolickiej. Wspólnie odwiedzali florenckie zabytki i liczne kościoły. Odbyli też pielgrzymkę do sanktuarium Montenero. Elżbieta Anna zapisała w swoim dzienniku: Jak bylibyśmy szczęśliwi, gdybyśmy wierzyli jak ci mili ludzie (goszczący ją przyjaciele). Oni wiedzą, że Bóg mieszka wśród nich w Najświętszym Sakramencie w ich kościołach. Była urzeczona również nabożeństwem katolików do Najświętszej Maryi Panny. To wszystko sprawiło, że po powrocie do Stanów Zjednoczonych była gotowa poświęcić wszystko w zamian za dar prawdziwej i głębokiej wiary, z którą się zaznajomiła.

Przejście na katolicyzm oznaczało wtedy w Nowym Jorku prawdziwą śmierć cywilną. Wszyscy znajomi i krewni odwrócili się od niej. Ona jednak urzeczona wiarą w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii i przejęta nabożeństwem do Maryi Matki Bożej, 14 marca 1805 r. złożyła wyznanie wiary katolickiej, 25 marca przyjęła po raz pierwszy Komunię świętą, a 26 maja przystąpiła do sakramentu bierzmowania.

Cierpiała z powodu odwrócenia się krewnych i przyjaciół, ale mężnie pokonywała wszelkie przeciwności, również te związane z pogorszeniem się sytuacji materialnej swoich dzieci. Korzystała z pomocy dyrektora szkoły protestanckiej, który do jej pensjonatu kierował swoich uczniów. W 1808 r. pewien misjonarz francuski ułatwił jej przeniesienie się do Baltimore, gdzie mogła otworzyć szkołę dla dziewcząt. Katolicka społeczność tego miasta przyjęła ją życzliwie. Najwięcej pomocy udzielał jej bogaty armator Samuel Cooper, który po przejściu na katolicyzm rozpoczął przygotowania do kapłaństwa.

Elżbieta Anna podjęła decyzję całkowitego poświęcenia się Bogu. Dnia 25 marca 1809 r. w obecności arcybiskupa Baltimore Jana Carrolla złożyła śluby rad ewangelicznych, a 2 czerwca wraz z czterema współpracowniczkami powtórzyła to uroczyście w katedrze wobec wspólnoty wiernych. Pierwsze Siostry Miłosierdzia Świętego Józefa, które korzystały z doświadczeń duchowych św. Wincentego a Paulo. Nowy instytut zatwierdzony przez arcybiskupa Baltimore rozwijał się i umacniał. Przy wsparciu Samuela Coopera i zaprzyjaźnionej rodziny Filicchi, Elżbieta Anna wraz z dziećmi przeniosła się do Emmitsburga, gdzie otworzyła pierwszy dom instytutu. Siostry prowadziły pensjonat i szkołę dla dziewcząt oraz opiekowały się ubogimi chorymi. Założycielka zajmowała się formacją napływających kandydatek. Równocześnie w przekonaniu, że nic na świecie nie może zwalniać z obowiązku matki, troskliwie opiekowała się własnymi dziećmi.

W krótkim czasie powstawały nowe dzieła Instytutu Sióstr Miłosierdzia Świętego Józefa. Otwarto domy w Filadelfii i w Nowym Jorku. Zmęczona licznymi obowiązkami i gruźlicą Elżbieta Anna zmarła 4 stycznia 1821 r. w Emmitsburgu. Papież Jan XXIII 17 marca 1963 r. zaliczył ją w poczet błogosławionych, a papież Paweł VI podczas Roku Świętego 14 września 1975 r. dokonał jej kanonizacji. Jej liturgiczne wspomnienie obchodzi się 4 stycznia.

Przesłanie

Moc ducha. Podczas beatyfikacji Jan XXIII mówił: Elżbieta Anna Seton jest pierwszym uroczyście uznanym przez Kościół kwiatem świętości, jaki Stany Zjednoczone ofiarują światu. Bóg pozwolił jej urzeczywistnić wszystkie powołania: żony, matki, wdowy, wychowawczyni dzieci i założycielki pierwszego katolickiego instytutu sióstr w Ameryce. Umacniały ją wewnętrznie lektura Pisma św., Eucharystia i kult Bożej Rodzicielki. Siłę charakteru łączyła z głęboką pokorą. Kierownik duchowy poznawszy jej czystą miłość Boga i odwagę w poszukiwaniu tego, co nadprzyrodzone, mówił: Nie pragnęła niczego, jak tylko podobania się Bogu. Całe jej życie było ukierunkowane na wieczność. Chciała ją osiągnąć sama i zapewnić ją wszystkim, których spotykała.

Zjednoczenie z Jezusem i pełnienie woli Bożej. W obliczu bolesnych doświadczeń i niezrozumienia ze strony bliskich potrafiła zachować spokój płynący z zaufania do Bożej opatrzności. Często powtarzała: Nawet choroba nie napawa mnie lękiem. Mój spokój jest owocem całkowitego zaufania Bożej dobroci. Wszelkie obawy i nawet śmierć składam na ręce Tego, który zapewnia opiekę wdowom i sierotom. Również na łożu śmierci mówiła: We wszystkich sprawach niech się spełnia najświętsza wola Boża i niech zawsze będzie błogosławiona. Pierwsze siostry swojego instytutu uczyła: Co było podstawową regułą życia naszego Zbawiciela? Dobrze wiecie, że było pełnienie woli Ojca. Dlatego pierwszym celem naszej codziennej pracy musi być pełnienie woli Boga. Chcemy zawsze czynić to, co się Jemu podoba i chcemy czynić to dlatego, że On tego chce.

Otwarcie na Boga. Elżbieta Anna żyła wiarą Kościoła episkopalnego, w którym się urodziła. Nie była jednak w tym zamknięta. W miarę jak zbliżała się do Kościoła katolickiego, wyzbywała się wszelkich uprzedzeń. Stawiała sobie pytania i szukała odpowiedzi. Wiele modliła się i rozważała. Mówiła do Boga: Jeżeli mam rację, oświeć moje serce, abym postępowała właściwą drogą. Jeżeli jestem w błędzie, niech Twoja łaska pozwoli mi znaleźć to, co lepsze. Bardzo ważne były dla niej rzeczywista obecność Pana Jezusa w Eucharystii i cześć dla Maryi, Bożej Rodzicielki. Gdy złożyła wyznanie wiary katolickiej, powiedziała: To jest najważniejszy z moich dni. Przyłączyłam się do Kościoła Świętego Piotra. Uczyniłam to z radością dziecka. Teraz moje serce raduje się w Bogu. Tę radość potrafiła zachować do końca życia, nawet wśród największych przeciwności: gdy doświadczała ubóstwa, gdy została odrzucona przez krewnych i przyjaciół, gdy przeżywała choroby i śmierć bliskich, gdy musiała godzić obowiązki matki i założycielki nowego Instytutu.

Umiłowanie rzeczy Bożych. W jej pismach często powracają wyrazy radości życia i powagi stawania przed Bogiem. Po odwiedzeniu kościoła św. Wawrzyńca we Florencji zapisała: Gdy zbliżam się do ołtarza z marmuru i cennych kamieni przeżywam wewnętrzną radość. Ustępują wszelkie inne uczucia. Przychodzą mi na myśl słowa: „Wielbi dusza moja Pana”. W kościele S. Maria Novella zatrzymała się dłużej przy jednym obrazie, a później pisała: Prawie naturalnej wielkości obraz „Zdjęcia z krzyża” całkowicie pochłonął moją uwagę. Z trudem oddalałam się od niego. Później, gdy zamykałam oczy, widziałam go w wyobraźni. Gdy wspominała Mszę świętą, w której uczestniczyła w Livorno pisała: Duszo moja! Jak uroczyście sprawowano tę Ofiarę. Przygotowując się do I Komunii Świętej zapisała: W dniu Zwiastowania stanę się jednym z Tym, który powiedział: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim”. Liczę dni i godziny. Jeszcze trochę oczekiwania i nadziei, a potem! Jak piękne jest słońce tego poranka, gdy przeżywam moje przygotowanie. Elżbieta Anna bardzo cieszyła się swoim mieszkaniem w domu w Baltimore, bo przylegało ono do kaplicy, w której od świtu do godziny ósmej odprawiano Msze święte, a każdego wieczoru nieszpory i nabożeństwa.

© „Dziedzictwo – Święci i Błogosławieni Rodziny Wincentyńskiej” Alberto Vernaschi CM, Tłumaczenie z języka włoskiego Ks. Władysław Bomba CM, Wydanie III (uzupełnione) – WITKM Kraków 2014 r.