Plakat
Bł. Józefiny Nicoli (1863-1924)
(wspomnienie 3 lutego)

Urodziła się 18 listopada 1863 r. w Casatisma koło Pawii we Włoszech, w rodzinie Karola i Delfiny. Była piątym spośród dziesięciorga dzieci. Rodzice stwarzali miły rodzinny nastrój i troszczyli się o religijne wychowanie dzieci. Już jednak w młodości Józefina przeżyła dramat śmierci siostry Pauliny, a bardziej jeszcze brata Jana, którym opiekowała się podczas choroby. Sama z natury była grzeczna i uczynna, dlatego mówiono, że jest jak „chleb z masłem”. Uczyła się najpierw w szkole sióstr augustianek w Voghera, a następnie w Pawii, gdzie uzyskała z wyróżnieniem dyplom nauczycielki.

Zamierzała poświęcić się nauczaniu ubogich dzieci. Za radą kierownika duchowego ks. Jakuba Prinettiego, w lipcu 1883 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia. Postulat odbywała w Instytucie Alfieri-Carrù, a seminarium w domu prowincjalnym S. Salvario. Pracowała najpierw przez trzy miesiące w Aleksandrii, następnie skierowano ją do Konserwatorium Opatrzności w Cagliari. Była to szkoła, w której uczyło się około dwustu dziewcząt. W tym domu w Wigilię Bożego Narodzenia 1889 r. złożyła pierwsze śluby.

Wtedy wewnątrz krzyża, który otrzymała, umieściła kartkę z napisem: Przyrzekam, Panie, że z miłości ku Tobie chcę zawsze służyć ubogim i żyć w ubóstwie, czystości i posłuszeństwie. Jestem jednak taka słaba i oziębła. Ty, Panie, znasz moje upadki. Dlatego wspomagaj mnie i napełniaj Twoim światłem. Obdarz mnie łaską, abym mogła dobrze żyć i zasłużyć na szczęśliwą śmierć. Ten krzyż zachowała do końca życia. Wkrótce po tym radosnym wydarzeniu przeżyła śmierć jeszcze jednego brata, Franciszka, o pięć lat młodszego od niej. Wtedy utwierdziła się w przekonaniu, że krzyże są nasieniem przynoszącym owoce na życie wieczne.

W swej działalności w konserwatorium nie ograniczała się do sumiennego przygotowywania lekcji, ale pomagała uczennicom w przygotowaniu różnego rodzaju imprez. Oprócz zajęć szkolnych często przemierzała ulice Cagliari w poszukiwaniu młodzieży i dzieci, które nie mogły się uczyć, a często pozostawały na ulicy, bez domu i rodziny. Postarała się o pozwolenie organizowania dla nich nauki katechizmu i okazywała im wiele serca, aby nie czuły się osamotnione i niepotrzebne. W tym celu stworzyła stowarzyszenie nazwane Luigini – Ludwiczki.

W 1892 r. pojawiły się u niej pierwsze oznaki gruźlicy. Dla ratowania zdrowia spędziła kilka miesięcy w górskiej okolicy Turynu, po czym wróciła do Cagliari do swojej szkoły. Uczyła się żyć ze swoją chorobą. Otrzymała też wiadomości o śmierci ojca, a później siostry Italiny. Te doświadczenia umacniały ją w przekonaniu o kruchości ludzkiego życia. Powierzyła się Bożej opatrzności i zapisała: W moim bólu chcę zachować spokój ducha. Następujące po sobie śmierci ojca i siostry przekonują mnie, że jesteśmy wędrowcami na tym padole łez. Bóg przygotowuje mnie do oderwania się od tej ziemi i na wznoszenie się ku niebu.

W 1899 r. siostra Józefina została skierowana do domu w Sassami jako przełożona. Siostry w liczbie osiemnastu pracowały tam w sierocińcu, w którym była liczna grupa dzieci głuchoniemych, oraz prowadziły szkołę podstawową i średnią. Przełożona z oddaniem służyła siostrom, nauczycielkom i wychowawczyniom, a nade wszystko dzieciom i młodzieży. Były to trudne czasy. Nasilały się wystąpienia antykościelne i antyklerykalne.

Siostry spotykały się z różnymi przykrościami, a za wszystko czuła się odpowiedzialna siostra Józefina. W 1910 r., gdy wydawało się, że jej stan zdrowia poprawił się, została wezwana do Turynu. Powierzono jej najpierw obowiązki ekonomki prowincjalnej, a następnie dyrektorki seminarium. Wyczerpujące zajęcia spowodowały nawrót choroby i wróciła do Sassari. Spotkała się jednak z wrogością ze strony administracji zakładu i dlatego przeniesiono ją do przytułku nazywanego Asilo della Marina w Cagliari. Oprócz prowadzenia systematycznych zajęć szkolnych gromadzono tam młodzież na naukę religii oraz na okresowe rekolekcje. Ponadto zakład stanowił centrum dla różnych stowarzyszeń: Świętej Zyty dla wiejskich dziewcząt, które przybywały do pracy w fabrykach lub jako służące w bogatych domach; Świętej Doroty współpracujące z misjami; Świętego Józefa dla chłopców z dobrze sytuowanych rodzin; Dzieci Maryi dla dziewcząt. Ta wytężona działalność pogorszyła stan zdrowia siostry Józefiny. Ostatnie dni spędziła na modlitwie. Zmarła 31 grudnia 1924 r. Jej ciało złożono na miejscowym cmentarzu Bonaria.

Powszechnie uważano ją za świętą i dlatego 18 października 1932 r. przeniesiono trumnę do kaplicy zakładowej w Asilo della Marina. Rozpoczęty w 1965 r. proces beatyfikacyjny zakończył się uznaniem jej świętości, a uroczystości beatyfikacyjne odbyły się 3 lutego 2008 r. w Cagliari na Sycylii.

Przesłanie

Życiorys siostry Józefiny i jej osobiste zapiski są świadectwem jej pogłębionego życia duchowego i piękna jej charakteru. Na uwagę zasługuje jej ujawniająca się już w dzieciństwie dobroć i życzliwość wobec wszystkich.

Z tego powodu mama mówiła o niej, że jest jak „chleb z masłem”, a siostry mawiały jej: To nie twoja zasługa, że jesteś tak dobra. To Bóg uczynił cię taką. Były to jednak dary Boże, które potrafiła zachować i rozwijać mimo różnych trudności, jakie musiała pokonywać. Miała świadomość życia w obecności Boga. W tym przekonaniu umacniała się po wstąpieniu do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia. Mówiła wtedy: Świadomość obecności Bożej jest naszą siłą. Umacnia nas w trosce o doskonałość. Siostra miłosierdzia nie może się niczego obawiać, bo nigdy nie jest samotna. 

Jej kierownik duchowy, ks. Jakub Prinetti, pisał o niej: Jej cechą charakterystyczną była szczerość serca. Ujawniało się to w sposobie jej mówienia i w całej postawie. Przepełniała ją głęboka radość odbijająca się w jej oczach. Również w chwilach bólu i cierpienia, których Bóg jej nie szczędził już w domu rodzinnym, potrafiła zachować spokój ducha. Ks. E. Antonello dodał: Zasługą siostry Józefiny było zachowanie przez całe życie łaski otrzymanej już w dzieciństwie. Potwierdzała to cała jej rodzina.

Jej radość była „zaraźliwa” i udzielała się innym. W zgromadzeniu zachęcała współsiostry: Służmy Bogu z gorliwością i z radością. Gorliwość rodzi radość, a radość pozwala zachować gorliwość. Radość zapewnia zdrowie ciała, bo jest najlepszym lekarstwem na wszystkie troski. Radością można zwyciężyć każde zło, bądźmy więc radosne. Pozostawmy Bogu wszystkie troski. On jest najlepszym Ojcem. Wyprowadzi wszystko na dobrą drogę. Liczne osoby, które się z nią zetknęły wystawiały jej podobne świadectwa. Mówiły o jej zadowoleniu nawet wtedy, gdy spotykała się z niezrozumieniem i oszczerstwami.

Dobro wyniesione z rodziny i liczne dary Boże mogły skłaniać siostrę Józefinę do zapatrzenia się w siebie i do samozadowolenia. Zapobiegał temu jej kierownik duchowy, który prowadził ją drogą pokory, bo uważał to za najlepszą drogę do świętości. Dzięki temu w domu rodzinnym i w Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia zachowała prostotę i mawiała: We wszystkim, co czynimy, musimy starać o pełnienie woli Bożej, bo jest najprostszą drogą uświęcenia. Tylko spełnianie tego, czego oczekuje od nas Bóg, może nas uświęcić. Musimy przeto żyć posłuszeństwem, okazywać jej z całą skwapliwością i z radością, bo to zapewnia prawdziwą wolność. Posłuszeństwa jednak nie można zachować bez pokory. 

Dlatego chcemy składać ofiarę z nas samych, chcemy umierać dla siebie, bo wtedy Bóg napełni nas sobą. Całe życie duchowe polega na składaniu ofiary z siebie i na całkowitym wyrzeczeniu się siebie. Wtedy Bóg przychodzi ze swoim światłem i swoją łaską. Przemienia całe nasze życie i czyni nas swoimi narzędziami. Nawet najsłabsze narzędzie może dokonywać wielkich rzeczy, jeżeli współdziała z Bożą łaską.

Przed wstąpieniem do zgromadzenia Józefina nie miała sposobności dokładniejszego poznania życia sióstr. Zaznajamiała się z nim stopniowo w postulacie i w seminarium. Wtedy zapisała: Coraz lepiej poznaję moje powołanie i coraz bardziej je kocham. Jestem szczęśliwa, że zostałam siostrą miłosierdzia, nawet jeżeli jestem niegodna tej łaski. 

Z domu wyniosła wspomnienia radosnej rodzinnej atmosfery. Podobną atmosferę zastała we wspólnocie, która stała się dla niej prawdziwą rodziną, która jak czuła matka troszczy się o wszystko. Ze swej strony wspólnocie poświęcała wszystkie swoje siły i całe swoje serce. Kiedy została dyrektorką seminarium, mówiono o niej, że jest prawdziwym wzorem siostry miłosierdzia. Jako przełożona domowa nie szukała swego wywyższenia, ani forsowania swojej woli. Chętnie korzystała z rad innych, nie z powodu słabości lecz z pokory. Jeśli to było możliwe spełniała prośby sióstr. Jeżeli musiała którąś z nich upomnieć, czyniła to jak jakby przykładała „plaster miłości”.

Jako siostra miłosierdzia siostra Józefina, zgodnie z hasłem zgromadzenia, starała się upodobnić do Chrystusa ukrzyżowanego, aby żyć w zjednoczeniu z Nim. Złożone śluby traktowała jako cztery gwoździe, które przybijają do krzyża naszego Pana i upodobniają do Niego; jako drugi chrzest i prawdziwą ofiarę. Urzeczywistniała to w codziennym życiu i mawiała: Jest rzeczą sprawiedliwą, aby spotykały mnie upokorzenia i cierpienia, aby spadały na mnie różne krzyże. Jestem przecież oblubienicą Chrystusa upokorzonego i ukrzyżowanego. Oblubienica musi upodobnić się do swego Oblubieńca i dlatego muszę podążać za Nim na Kalwarię. 

Każdy krzyż, jaki mnie spotyka, muszę całować z najwyższą czcią, bo on ubogaca mnie zasługami i zapewnia mi miłość Boga. Krzyż jest ciężarem dla tego, kto go odrzuca, natomiast staje się lekkim dla każdego, kto go przyjmuje z radością. Przyjmowanie go jest najlepszym świadectwem miłości ku Bogu. Duch umartwienia uwidacznia się w czuwaniu nad ładem serca i nad językiem. Umożliwia wierne zachowanie reguł, prawdziwą modlitwę i praktykowanie pokory. Jest jedyną drogą świętości, bo dzięki niemu Chrystus może działać w nas.

W całym życiu siostra Józefina odznaczała się umiłowaniem ubogich. W pracy dla nich nie ograniczała się do tradycyjnych czynów charytatywnych, ale szukała nowych sposobów pracy dla ubogich i z ubogimi. Podejmowała w tym celu coraz to nowe inicjatywy. Dawało to o sobie znać podczas pracy w Konserwatorium Bożej Opatrzności w Cagliari i w Sierocińcu w Sassari, a zwłaszcza w Asilo della Marina w Cagliari. Zgodnie z zaleceniami św. Wincentego a Paulo, z równą gorliwością troszczyła się o dobro materialne jak i duchowe ubogich, o przekazywanie im wiedzy religijnej.

Pamiętała też o znanym powiedzeniu papieża Piusa X, że wśród dzieł Bożych najważniejsze jest przyczynianie się do zbawienia dusz. Nie było ludzkiej biedy, której nie starałaby się zaradzić. Do usilnej pracy w tej dziedzinie zachęcała wszystkie współsiostry.

Przez świadczenie miłosierdzia pragnęła ukazywać miłość Boga ku człowiekowi. Kierowała się w tym przesłaniem św. Jana Ewangelisty: Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim (1 J 4, 16).

© „Dziedzictwo – Święci i Błogosławieni Rodziny Wincentyńskiej” Alberto Vernaschi CM, Tłumaczenie z języka włoskiego Ks. Władysław Bomba CM, Wydanie III (uzupełnione) – WITKM Kraków 2014 r.