Jakąś dziwną, przyciągającą siłę miał chylący się ku upadkowi, targany wewnętrznymi niesnaskami, wyniszczany przez swoich i obcych naród polski. Nawet w najcięższych latach wojen, zdrady, niewoli różni cudzoziemcy osiedlali się na naszych ziemiach, wtapiali w miejscową ludność i w wielu wypadkach stawali się zasłużonymi obywatelami, polskimi patriotami.

Po burzliwym wieku XVII wiek XVIII zastał Rzeczpospolitą skołataną wojną północną (1700-1721) z Karolem XII, w którą wplątał ją swymi zdradzieckimi knowaniami August II Sas i car Piotr Wielki. Wojska szwedzkie, saskie, rosyjskie, zwalczających się stronników elektorów „Sasa” i „Lasa” buszują po całym kraju rabując, paląc, pustosząc. Warszawa kilkakrotnie zmieniała władców, aż wreszcie, popierany przez Karola XII, Stanisław Leszczyński został uhonorowany, pierwszą w dziejach Warszawy, koronacją na króla Polski.

Wojnę zakończył w 1716 r. traktat warszawski, w którym po raz pierwszy wmieszał się groźnie i brutalnie do spraw wewnętrznych Rzeczypospolitej ambasador carski. Choć walki nie były tak niszczycielskie, jak za Potopu, to kontrybucje, rekwizycje, daniny, prezenty wymuszane przez przejściowych okupantów oraz rabunki obcych i swoich oddziałów doprowadziły Warszawę i jej mieszkańców do ruiny. Nękały miasto pożary i zarazy, szerzyła się nędza, a wraz z nią rosła śmiertelność zwłaszcza wśród dzieci. W tych czasach zaradzać temu mogła jedynie dobroczynność, ale dobrowolna działalność charytatywna stanowiła kroplę w morzu potrzeb.

Na wezwanie, pochodzącej z Francji żony Władysława IV Marii Ludwiki Gonzaga, już w 1651 r. św. Wincenty a Paulo wysłał do Polski pierwszych misjonarzy i trzy siostry „szarytki” (Filles de Charité), które zajęły się, zgodnie ze swym powołaniem, dziełami miłosierdzia m. in. prowadziły szpitalik dla ubogich dzieci.

W 1717 roku przybył do Polski dwudziestoośmioletni ks. Gabriel Pierre Baudouin. Urodził się on w Avesnes w pobliżu Lille. Po ukończeniu miejscowej szkoły udał się do Paryża, gdzie wstąpił do przybocznej gwardii Ludwika XIV. Zrezygnował jednak szybko z kariery wojskowej i wstąpił w 1710 r. do Zgromadzenia Księży Misjonarzy św. Wincentego a Paulo. Święcenia kapłańskie przyjął w 1716 r. Był profesorem filozofii i teologii w seminarium duchownym w Auxerre.

Ks. Gabriel zamieszkał przy kościele św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Spełniając posługę kapłańską uczył się języka polskiego, poznawał Warszawę, jej mieszkańców i ich potrzeby. Widział okazałe siedziby możnych i biedne lepianki błotnistych zaułków. Przejęty duchowością św. Wincentego i jego dziełami miłosierdzia, postanowił przede wszystkim poświęcić się opiece nad osieroconymi i porzuconymi dziećmi Warszawy. Czynny i ofiarny nawiązywał ożywione kontakty z możnymi i dworem Augusta III, jak też z patriotami polskimi: Stanisławem Konarskim, Stanisławem i Józefem Załuskimi. Nawiązane znajomości wykorzystywał, by zbierać pieniądze na potrzeby ubogich. Kołatał do serc i sakiewek możnych, nieraz wymuszał ich pomoc, jedni dawali chętnie inni opornie, jednak silna osobowość, natarczywość i umiejętność przekonywania francuskiego misjonarza przynoszą rezultaty. Za zebrane 16.938 złp ks. Piotr kupił, w czerwcu 1736 r. od królewskiego sekretarza Mikołaja Olborskiego, murowaną kamieniczkę naprzeciw kościoła św. Krzyża i zorganizował pierwszą siedzibę swego szpitalika dla podrzutków; do tego domu zbierał dzieci i porzucone niemowlęta. W tym samym roku powiększył go o sąsiednią kamienicę, ofiarowaną przez łowczego sanockiego Michała Wyszyńskiego. Tak rozpoczęła się wieloletnia, niestrudzona działalność księdza Boduena, jak ostatecznie spolszczono jego nazwisko, dodając mu przydomek „wielkiego jałmużnika Warszawy”.

Do tego skromnego przytułku zbierano starsze sieroty i niemowlęta podrzutki, które ubogie matki, nie posiadające środków na utrzymanie dziecka, kładły na koło i pociągnięciem za sznur dzwonka oznajmiały siostrom nowego lokatora. Dyżurna szarytka, obróciwszy koło, zabierała podrzutka, a matka mogła pozostać anonimowa. Pomysł „koła z dzwonkiem” przywiózł ks. Piotr z Francji, funkcjonował 3 wieki, gdy od niedawna przerobiono go na „okno życia”.

Dzieci podrzucane, były kąpane, ubierane w czyste powijaki, karmione i oddawane, za wynagrodzeniem miesięcznym, wybranym kobietom, mamkom, które wychowywały je do siódmego roku życia, potem wracały do szpitalika, gdzie uczyły się czytania, pisania i rachunków. Następnie dziesięcio-, dwunastoletnich chłopców oddawano do cechów na naukę rzemiosła, albo, zdolniejszych, do dalszej nauki, jeśli znalazł się jakiś sponsor.

Dawne prawo i państwo polskie nie zajmowało się opieką społeczną za to surowo karało podrzucanie dzieci. Ksiądz Boduen zalegalizował swą działalność uzyskując od biskupa poznańskiego (w latach 1733-1738), któremu podlegała wówczas Warszawa, Stanisława Józefa Hozjusza, dekret z dn. 5 października 1736 roku, przyznający Szpitalowi Podrzutków im. Dzieciątka Jezus prawa instytucji publicznej. Niemniej ważnym stało się uzyskanie przez ks. Gabriela Boduena od króla Augusta III Sasa w r. 1746 przywileju przyznającego dzieciom podrzuconym praw dzieci z legalnych małżeństw.

Utrzymanie szpitalika przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie wymagało pokaźnych i stale rosnących środków, o które wytrwale i z poświęceniem zabiegał jego twórca. Nie mógł narzekać na brak hojnej pomocy: wierząc gorąco Opatrzności Boskiej, mając umiejętność obcowania z ludźmi rozsiewał ideę walki z porzucaniem niemowląt.

W 1742 roku ukazała się anonimowa, francuska broszurka, wydana w drukarni ojców pijarów, do której ks. Boduen dołączył informacje o swym Domu Podrzutków z gorącym apelem o składanie ofiar; w 1775 r. wydano ją po polsku pt. „O niewinności dzieci porzuconych.” Niektórzy bowiem krytykowali taką działalność charytatywną, zarzucając jej ułatwianie rozpusty. Zapomnieli, albo nie znali słów Pana Jezusa: «Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał» (Mk 9, 37). Oto kilka zdań z tej publikacji: „Zwierzęta mają swe legowiska i ptaki gniazda, a syn człowieczy nie ma gdzie skłonić głowy […] Nie trzeba sobie wnosić, że przytulenie, które się daje ubogim dzieciom, zachęca do rozpusty ich matki i inne niewiasty. […] Niejedna z tych nieszczęsnych zawiedzionych zatraciłaby ten znak swojego upadku, gdyby nie przypomniała sobie o miłosiernych domach, tak zbawiennie ustanowionych dla zachowania życia tych nieszczęśliwych podrzutków.”

Rezultaty zabiegów ks. Boduena o fundusze Zakładu można dziś tylko fragmentarycznie odtworzyć na podstawie zachowanych przedruków tabel przychodów i rozchodów za lata 1736-1756. Najwięcej przynosiły jałmużny, jednak bardzo prędko w kamieniczkach przy Krakowskim zaczęło brakować miejsca i Ksiądz Rektor zaczął zbierać fundusze na większą siedzibę.

24 lipca 1754 roku w obecności synów Augusta III: Ksawerego i Karola położono kamień węgielny pod budowę nowego szpitala wg projektu Antoniego Fontany. Stanął on na działce będącej własnością sióstr miłosierdzia z Tamki, które otrzymały za nią 300 czerwonych złotych. Usytuowana była między dzisiejszymi ulicami: Marszałkowską, Zgoda, Przeskok, Szpitalna i pl. Wareckim. Budowa trwała wiele lat od 1754 do 1762 roku z przeznaczeniem na nową siedzibę Domu Podrzutków oraz Szpitala Generalnego, na prowadzenie którego ks. Boduen dostał przywilej od króla Augusta III w 1758, potwierdzony w 1761. Na terenie szpitala założono w 1757 cmentarz przyszpitalny. W 1762 została poświęcona kaplica przyszpitalna.
Portret założyciela szpitala – księdza Piotra Gabriela Baudouina (Boduena) na tle zabudowań szpitalnych, koniec XVIII w.; źródło: „Tygodnik llustrowany”. Obraz ten wisiał w jednym z korytarzy szpitalnych. Zastanawiające jest namalowanie budynków szpitala w odbiciu lustrzanym – tekst znajdujący się w dolnej części obrazu jednoznacznie wskazuje, że nie ma tutaj mowy o odwróceniu reprodukcji.

Już 24 czerwca 1754 roku w uroczystej procesji przeniesiono i przeprowadzono wszystkie dzieci do nowej siedziby. Ojciec Generał Zgromadzenia Misjonarzy, ks. Debras tak pisał o tym wydarzeniu z Paryża: „Obecnie Polska ma zakład jedyny w swoim rodzaju, najpiękniejszy i najwygodniejszy w całym kraju, ale to kosztuje przeszło 200 tys. liwrów.” (czyli 30 tys. dukatów lub 540 tys. złp).

Kierownictwo Szpitala spoczywało nadal w niezawodnych rękach księdza Boduena, a byt opierał się nadal na ofiarności społeczeństwa. Oprócz dożywotnio piastującego funkcję rektora ks. Boduena, w latach 1762-1768 zatrudnionych w Szpitalu było 11 sióstr szarytek, trzech księży, dwie osoby służby lekarskiej, trzech urzędników, 36 osób „służby niższej” oraz 40-48 mamek. W 1757 roku przebywało w Szpitalu 233 dzieci, w 1763 r. – 520, a w 1765 r. – 436.

Do personelu szpitalnego należała też, zakwaterowana w nim i żywiona załoga wojskowa, dziś powiedzielibyśmy: straż miejska i ochrona. Ich zadaniem było zbieranie żebraków po mieście i pilnowanie bram.

Rankiem 10 lutego 1768 roku zmarł blisko osiemdziesiąt lat liczący twórca i główny, ofiarny pracownik tego ogromnego dzieła miłosierdzia ksiądz Gabriel Piotr Boduen: „bez boleści i prawie bez konania, przez samo sił osłabienie.” Nazajutrz biskup Jerzy Hylzen dokonał, w asyście tłumu warszawiaków, eksportacji zwłok do misjonarskiego kościoła Świętego Krzyża, a 12 lutego, po uroczystej Mszy świętej, trumnę ze zwłokami ks. Boduena przeniesiono do podziemi kościoła, gdzie spoczęła w krypcie św. Wincentego. Miejsce wiecznego spoczynku zasłużonego Misjonarza oznaczono wmurowaną tablicą z łacińską inskrypcją.

W czasie powstania warszawskiego w sierpniu 1944 roku została zniszczona dolna część kościoła wraz z kryptą. Podczas rekonstrukcji po wyzwoleniu wybrano ze sterty gruzów przemieszane z nimi szczątki pochowanych zakonników i zamurowano razem w jednej krypcie, tablicy grobowej ks. Boduena nie odtworzono.
W Warszawie nadal funkcjonuje placówka założona niegdyś przez ks. Boduena (najstarszy w Polsce Dom Małych Dzieci, działający nieprzerwanie od ok. 1732 r.) – Dom Dziecka nr 15 im. Ks. G. P. Baudouina (ul. Nowogrodzka 75).

W momencie budowy w XVIII w. szpital znajdował się na przedmieściach – w końcu XIX w. te przedmieścia stały się centrum miasta. Z tego też powodu w 1898 r. szpital został przeniesiony do nowej siedziby przy ul. Nowogrodzkiej. Stare budynki szpitala zostały rozebrane, a na ich miejscu zostały wytyczone nowe ulice: Moniuszki, Sienkiewicza, Boduena oraz przedłużenie Jasnej.
W środkowej części gmachu, na pierwszym piętrze znajduje się kaplica. Nad wejściem widoczny witraż jej okna za ołtarzem.

„Dom ks. Boduena odegrał ważną rolę podczas II wojny światowej dając schronienie wielu porzuconym warszawskim dzieciom”. Dyrektorem Domu była w tym czasie dr Maria Prokopowicz-Wierzbowska.

Jako jedna z placówek należących do warszawskiego Wydziału Opieki i Zdrowia, Dom Boduena podlegał ścisłym regułom i kontrolom okupanta. Każde dziecko przyjmowane było na podstawie skompletowanych przez pracowników Wydziału dokumentów – wywiadu środowiskowego, metryki, świadectwa zdrowia. Kierownikiem Sekcji Opieki Zamkniętej, któremu podlegały zakłady opiekuńcze, był w czasie wojny Jan Dobraczyński. Podczas okupacji liczba dzieci przyjmowanych do Domu Boduena wzrosła dwukrotnie. Pochodziły one przeważnie z rodzin osób zabitych, wysiedlonych czy aresztowanych. Nie wszystkie sieroty zostawały jednak w zakładzie. Wiele, w ciągu kilku dni a nawet godzin, przenoszonych było do innych placówek, szpitali lub rodzin zastępczych.

W czasie wojny w Domu Boduena schronienie znalazło także wiele dzieci pochodzenia żydowskiego. Za wiedzą i pełną akceptacją dyrektor Domu, a także kierownika Sekcji Dobraczyńskiego, nielegalnie przyjmowano je do zakładu i udzielano im pomocy. Ratunek organizowany był przez personel placówki, przede wszystkim przez jedną z opiekunek przyzakładowych, Władysławę Marynowską.

Marynowska weszła w kooperację z pracowniczkami Wydziału Opieki – Ireną Schulz (bliską współpracowniczką Ireny Sendler) i pielęgniarką Heleną Szeszko, które posiadały przepustki do getta i potajemnie wyprowadzały stamtąd dzieci. Każdego miesiąca dostarczały do Domu ok. ośmiu sierot. Informacja o planowanym podrzuceniu dziecka przeważnie podawana była telefonicznie, szyfrem zawierającym dane na temat wyglądu dziecka i pory jego przybycia.

Do Domu Boduena trafiało wiele żydowskich dzieci. Niektóre, jeszcze przed zamknięciem getta, przyprowadzone zostały przez samych rodziców. Wiele przez polskich opiekunów, którzy w strachu przed karą za pomoc Żydom, oddawali dzieci powierzone im wcześniej przez rodziców. Inne były po prostu podrzucane, jeszcze inne przyprowadzane przez działaczy podziemia lub pracowników Wydziału Opieki, którzy wiedzieli, że w Domu dzieci te znajdą schronienie.

Nowo przybyłe dzieci żydowskie ukrywano wśród reszty wychowanków, karmiono je, pielęgnowano, leczono. Wiele z nich było w ciężkim stanie zdrowotnym. O tym czy dane dziecko mogło na dłużej zostać w zakładzie decydował jego wygląd. Dzieciom o tzw. złym wyglądzie jak najszybciej należało znaleźć inne schronienie – lokowano je w rodzinach zastępczych lub przenoszono do peryferyjnych zakładów opiekuńczych, przeważnie zakonnych. Często zdarzało się, że sami pracownicy Domu lub Wydziału Opieki zabierali do siebie któreś z dzieci na przechowanie, do momentu znalezienia dla niego stosownego schronienia.


Dzieci żydowskie przyjęte do zakładu otrzymywały „aryjskie” dokumenty. Pracownicy Wydziału fałszowali ich wywiady środowiskowe, metryki i świadectwa zdrowia. Na podstawie tych dokumentów dzieci mogły zostać oficjalnie przyjęte. Zdarzało się też, że wychowankowie rejestrowani byli pod nazwiskami tych niedawno zmarłych. Reszta dzieci, która przebywała w Domu tylko przez krótki czas, raczej nie była ewidencjonowana. Zawsze jednak starannie spisywano dane przybyłych, znalezione przy nich przedmioty czy notatki, z myślą o tym, by nie tracili swej prawdziwej tożsamości, a ich rodziny mogły odnaleźć ich po latach. Mimo to trudno ostatecznie ustalić ilość żydowskich dzieci przyjętych do zakładu, szacuje się ją na ok. 200.

Irena Schultz, jedna z osób, które w czasie wojny ratowały dzieci żydowskie przyprowadzając je do Domu Małego Dziecka im. ks. Boduena w Warszawie, po latach napisała: „dla wielu zagrożonych małych istot Dom stał się – i nie ma w tym nawet cienia przesady – furtką do życia”.

W r. 1903 imieniem ks. Boduena nazwano jedną z ulic Środmieścia (na terenie parafii Św. Krzyża).

Maria Flis
Ksiądz Gabriel Pierre Baudouin nieznany święty
Gazeta Warszawska, 7 lipca 2015
(Na podstawie książki Adama Słomczyńskiego – Dom ks. Boduena 1939-1945)