Plakat
Św. Franciszek Regis Clet (1748-1820)
(wspomnienie 9 lipca)

Urodził się w rodzinie Cezarego i Klaudii z d. Bourquy 19 sierpnia 1748 r. w Grenoble (Francja). Był dziesiątym wśród piętnaściorga dzieci. Żył w środowisku głęboko religijnym. Jego siostra Anna wstąpiła do karmelitanek, brat Franciszek do kartuzów. Karmelitanką była też jego ciotka, a kuzyn augustianinem.

Franciszek Regis w 1769 r. wstąpił do Zgromadzenia Misji. Studiom filozofii i teologii oddawał się z takim zapałem, że nazywano go „żywą biblioteką”. Po święceniach kapłańskich w 1773 r. skierowano go do seminarium w Annecy; był cenionym wykładowcą teologii moralnej. W 1788 r. uczestniczył w konwencie generalnym zgromadzenia, po zakończeniu, którego zatrzymano go w Paryżu dla pełnienia funkcji dyrektora Seminarium Internum (nowicjatu). Tutaj 13 lipca 1789 r. przeżył dramatyczne wydarzenia związane z napadem wzburzonego tłumu na dom misjonarzy. Od dawna marzył o głoszeniu Ewangelii w Chinach. Gdy tylko pojawiła się taka możliwość 10 kwietnia 1791 r. wyruszył w podróż i po pół roku dotarł do Macao.

Przez kilka miesięcy poznawał miejscowe zwyczaje i tradycje oraz trudny język chiński, po czym częściowo łodzią, a w większości pieszo wędrował około ośmiuset kilometrów do Nanc’hang, stolicy prowincji Kiangsi, gdzie miał zastąpić uwięzionego jezuitę francuskiego. Przyjął tutaj imię Lieou hu tzu. Cieszył się dobrym zdrowiem i był w pełni sił, co pozwalało mu odbywać długie piesze wędrówki dla odwiedzania chrześcijan rozproszonych na wielkim obszarze. Nauczał i udzielał sakramentów. Troszczył się zwłaszcza o najuboższych. Powierzono mu obowiązki przełożonego księży pracujących w regionie Hukuang. Troszczył się nie tylko własnych współbraci, ale o wszystkich księży z różnych zgromadzeń i zakonów. Chciał, aby stanowili jedną wspólnotę.

W 1794 r. cesarz Qianlong wydał dekret zakazujący praktykowania religii chrześcijańskiej. Europejczyków głoszących Ewangelię skazywano na karę śmierci. Sytuację pogarszał fakt, że wszędzie pojawiały się bandy występujące przeciw władzy cesarza, ale z równą zaciekłością zwalczające chrześcijan. Wielu księży uwięziono i skazano na śmierć lub mordowano bez sądu. Również Franciszek Regis musiał ukrywać się i wiele razy niemal cudownie unikał aresztowania.

Wreszcie w 1819 r. zdradzony przez chrześcijanina, który porzucił wiarę, został uwięziony i zaprowadzony do Nan-yang. Po kilku miesiącach więzienia i tortur, gdy odmówił wyrzeczenia się wiary, został skazany na śmierć. Wyrok wykonano o świcie 18 lutego 1820 r. w pobliżu miasta Wu-ch’ang. Powieszono go na szubienicy w kształcie krzyża i uduszono. Chrześcijanie złożyli jego ciało na cmentarzu nazywanym „Czerwonym Wzgórzem”.

W 1858 r. jego ciało wraz z ciałem innego męczennika Jana Gabriela Perboyre’a, przeniesiono najpierw do Ningpo, a następnie do Paryża. Papież Leon XIII w 1900 r. zaliczył go do grona błogosławionych, a papież Jan Paweł II kanonizował go 1 października 2000 r. razem ze 119 innymi męczennikami chińskimi. Jego liturgiczne wspomnienie obchodziło się 18 lutego, po zmianie kalendarza będzie się obchodzić 9 lipca.

Przesłanie

Ks. Augustyn Daudet pisał o Franciszku Regis Clecie: Łączył w sobie to wszystko, czego wymaga skuteczne głoszenie Ewangelii: pobożność, wiedzę, uprzejmość i dobre zdrowie. Jednym słowem, był w pełni człowiekiem. Pracę na misjach traktował jako szczególny dar Boży. Przed wyjazdem do Chin pisał do siostry: Przepełnia mnie radość, bo spełniają się moje marzenia. Nadarzyła się sposobność, z której skwapliwie skorzystałem. Wkrótce wyjeżdżam do Chin. Traktuję to jako szczególny dar Boga. Chcę, abyś i ty doceniała jego wartość.

Podejmowane posłannictwo traktował jako możliwość umacniania wiary chińskich chrześcijan, od wielu lat pozostawionych bez opieki duszpasterskiej, a także jako szansę nawracania niewierzących. Był przekonany, że jego misja będzie trwała aż do śmierci. Traktował ją bardzo poważnie i z poczuciem odpowiedzialności. Chciał tworzyć wspólnotę odpowiedzialnych chrześcijan. O swojej pracy w Kiangsi pisał do brata: Udzieliłem chrztu ponad stu osobom dorosłym, którzy byli do tego przygotowani. Mogłem ochrzcić wielu innych, bo o to prosili, ale uznałem, że potrzebują jeszcze dalszego przygotowania. Doświadczenie mówi, że katechumeni, którzy zbyt łatwo są dopuszczani do sakramentów, łatwo też porzucają wiarę, gdy zagrażają jakiekolwiek niebezpieczeństwa.

W swojej misjonarskiej działalności troszczył się szczególnie o najuboższych. Pisał: Wśród chrześcijan powierzonych mojej opiece jest bardzo wielu ubogich. Mieszkają w szałasach. Co najmniej dwie trzecie z nich nie mają ubrań, które chroniłyby ich przed zimnem, które tutaj w górach bywa niezwykle uciążliwe. Nie mają też odpowiedniej pościeli. Brakuje im również pożywienia. Przez trzy lub cztery miesiące w roku muszą poszukiwać nadających się do zjedzenia dzikich roślin. Nie ma u nas chrześcijan bogatych, którzy ze swoich dóbr mogliby wspierać najuboższych.

Całkowicie oddany pracy misyjnej, musiał ponosić wiele ofiar. Jedną z nich były trudności z opanowaniem języka. W chwilach trudności skarżył się: W moim podeszłym wieku mam kłopoty z nauką języka. Poznałem go w niewielkim stopniu. Z trudem też przyzwyczajał się do miejscowych warunków, począwszy od klimatu aż do odzienia i pożywienia. Męczyła go zwłaszcza w ostatnim okresie konieczność częstego przemieszczania się i ukrywania w obawie przed aresztowaniem i przed napadami wrogich band. Czasem w podróżach korzystał z łodzi, ale najczęściej bardzo długie trasy pokonywał pieszo. Doskwierała mu samotność, na jaką bywał skazany.

Świadectwo. Z kraju rodzinnego otrzymywał wiadomości o trudnościach, jakie przeżywali katolicy z powodu rewolucji francuskiej. W jednym z listów pisał: Wiem, że pozostając w Europie mogłem zostać męczennikiem. Przybyłem tutaj, by ofiarować Bogu wszystkie moje słabości. Jeżeli On zechce dać mi udział w męczeństwie, zapewne znajdzie ku temu sposobność.

Wkrótce taka sposobność się nadarzyła. Zdał wówczas egzamin z chrześcijaństwa. Po miesiącach tortur w więzieniu pisał: Oczekuję na wyrok cesarza. Wątpię, czy mnie uwolni i pozwoli mi żyć. Przygotowuję się na śmierć i powtarzam za św. Pawłem Apostołem: „Mihi vivere Christus est et mori lucrum” [Dla mnie Chrystus jest życiem, a śmierć bogactwem]. Gdy prowadzono go na śmierć, zachęcał współwięźniów, aby wytrwali w wierze, aby dochowali wierności, której on dawał wspaniałe świadectwo.

© „Dziedzictwo – Święci i Błogosławieni Rodziny Wincentyńskiej” Alberto Vernaschi CM, Tłumaczenie z języka włoskiego Ks. Władysław Bomba CM, Wydanie III (uzupełnione) – WITKM Kraków 2014 r.