Plakat
Bł. Lindalva Justo de Oliveira (1953-1993)
(Wspomnienie 7 stycznia)

Lindalva Justo de Oliveira urodziła się 20 października 1953 r. w niewielkiej miejscowości Malhada de Areia w pobliżu Acu w stanie Rio Grande do Norte (Brazylia). Była szóstym dzieckiem spośród trzynastu, z których jedno zmarło zaraz po urodzeniu. Rodzice troszczyli się o wychowanie religijne dzieci i o to, by systematycznie uczęszczały do szkoły. Lindalva najpierw uczyła się w miejscowości rodzinnej, a potem w Acu, dokąd przeniosła się cała rodzina, i wreszcie w Natal, gdzie uzyskała dyplom urzędnika administracyjnego.

Od 1978 r. pracowała jako ekspedientka i kasjerka w różnych sklepach. Równocześnie uczyła młodsze dzieci zaprzyjaźnionych rodzin. W tym czasie angażowała się w duszpasterstwo parafialne, zwłaszcza w działalność charytatywną. Aby działać skutecznie, zwłaszcza wśród chorych, ukończyła kurs pielęgniarski. W 1982 r. opiekowała się ciężko chorym ojcem i boleśnie przeżyła jego śmierć. Zachowała jednak radość życia. Pomagało jej w tym czytanie Biblii oraz uczestniczenie w spotkaniach powołaniowych organizowanych przez siostry miłosierdzia.

W trzydziestym trzecim roku życia poprosiła o przyjęcie do postulatu tego zgromadzenia. W ciągu trzech lat pogłębiała swoje życie duchowe i coraz aktywniej włączała się w posługiwanie ubogim. Za zgodą przełożonych, 16 lipca 1989 r. rozpoczęła seminarium (nowicjat) w Recife. Już wtedy odwiedzała chorych w jednym z miejscowych szpitali oraz poświęcała się ubogim i bezdomnym.

Po okresie formacji początkowej, 26 stycznia 1991 r. skierowano ją do pracy w przytułku Dom Pedro II w Salvadorze w stanie Bahia. Powierzono jej oddział czterdziestu osób w podeszłym wieku. Z zapałem poświęcała im wszystkie siły. Po kilku dniach znała imiona wszystkich swoich podopiecznych. Poznawała ich problemy. Wszystkich obdarzała uśmiechem i potrafiła ich natchnąć własną radością życia.

Wszystko układało się dobrze do czasu, gdy w styczniu 1993 r. przybył do przytułku Augustyn da Silva Peixoto. Warunkiem przyjęcia był wiek powyżej sześćdziesiątego roku życia. Dzięki protekcji polityków przyjęto go, chociaż liczył dopiero czterdzieści sześć lat. Niemal od pierwszych dni narzucał się z pojmowaną po swojemu miłością wobec siostry Lindalvy. Gdy nie reagowała stawał się coraz bardziej natarczywy, a nawet groźny. Wielu świadków wydarzeń ostrzegało ją przed grożącym z jego strony niebezpieczeństwem, ale nie chciała opuszczać biednych powierzonych jej opiece. Jej prześladowca powziął zbrodniczą myśl. Postarał się o duży nóż i czekał na sposobność, aby zemścić się na siostrze, która zdecydowanie odrzucała jego grzeszne propozycje.

W Wielki Piątek, 9 kwietnia 1993 r., siostra Lindalva wracała z kościoła po nabożeństwie Drogi Krzyżowej. Na schodach domu czekał Augustyn. Z krzykiem: Nie chciałaś ulec, to masz zapłatę, zadawał jej liczne ciosy nożem. Przed śmiercią zdążyła tylko krzyknąć: Boże, ratuj.

Zabójcę aresztowano jeszcze z nożem w ręce. Ciało zamordowanej poddano badaniom w Instytucie Medycyny Sądowej, a następnie umieszczono w kaplicy przytułku. Do końca dnia i przez noc przy trumnie czuwali pensjonariusze zakładu oraz tłumy mieszkańców miasta. Jeszcze większe tłumy następnego dnia uczestniczyły w obrzędach pogrzebowych. Miejscowy arcybiskup nawiązał do imienia Lindalva [piękna szata] i mówił: Piękną szatą jest biała szata, jaką każdy chrześcijanin otrzymuje na chrzcie świętym. Piękną szatą stała się też niebieska suknia siostry miłosierdzia obmyta we Krwi Baranka (Ap 7, 14), z którą teraz zmieszała się krew zamordowanej.

Siostra Lindalva oddała życie w obronie ślubowanej Bogu czystości. Wiadomość o tragicznym wydarzeniu rozchodziła się w całej okolicy. Spontanicznie okazywano jej cześć religijną i wkrótce rozpoczął się kanoniczny proces beatyfikacyjny. Uroczystość beatyfikacyjna odbyła się 25 listopada 2007 r. w Salvadorze w Brazylii.

Przesłanie

Bóg obdarzył Lindalvę miłym i radosnym charakterem. Jej brat Dżalma napisał o niej: Zachowywała się w sposób naturalny. Żyła w zgodzie ze wszystkimi. W przyjaźni była szczera. W czasie pobytu w domu rodzinnym nie różniła się od innych. Miała przyjaciółki i przyjaciół. Nawet jeżeli obdarzała kogoś sympatią, nie wykraczało to poza ramy poprawności. Jeden z jej przyjaciół dodawał: Odwiedzaliśmy nawzajem nasze rodziny. Wśród przyjaciół przeżywaliśmy różne uroczystości. Czasem jeździliśmy nad morze. Zachowywaliśmy się, jak wszystkie zaprzyjaźnione osoby.

Od dzieciństwa wyróżniała się życzliwością wobec innych. Każdemu chętnie pomagała, zwłaszcza ubogim i opuszczonym. Z biednymi dziećmi, jeśli tego potrzebowały, dzieliła się różnymi częściami odzieży. Kiedy już podjęła pracę zawodową, w wolnych chwilach odwiedzała przytułek i wnosiła tam wiele radości. Dla każdego miała uśmiech i miłe słowo. Chętnie śpiewała i grała na gitarze. Swoją religijność opierała na życiu sakramentalnym, na modlitwie i czytaniu Pisma Świętego. Jej pobożność była prosta i naturalna. Kiedy wstępowała do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia, mówiła: Pragnę osiągnąć szczęście niebieskie, chcę z radością służyć bliźnim i wytrwale czynić dobro.

W czasie postulatu zapewniała: Jestem bardzo szczęśliwa. Jestem blisko Boga. Wydaje mi się, że zawsze mieszkałam tutaj. Mam tylko jedno pragnienie: w pokorze i z miłością służyć Chrystusowi. Zawsze wyróżniała się radością i gotowością służenia zarówno w domu jak i poza nim. Jej pragnieniem było dążenie do świętości. W okresie seminarium (nowicjatu) w liście do przyjaciółki pisała: Jestem wdzięczna Bogu za łaskę powołania i za wszystkie łaski, jakimi mnie obdarza w nowicjacie. Tutaj wszystko jest łaską. Doświadczamy jej wszystkie. Żyjemy w milczeniu, które pogłębia nasze zjednoczenie z Bogiem. To wszystko przepełnia nas radością. Święty Wincenty i święta Ludwika oczekują, że przyłączysz się do nas. Nie obawiaj się. Zapewne na naszej drodze będą pojawiały się ciernie, ale będziemy je przemieniać w róże. Wszystko zależy od nas. W podobnych słowach zwracała się do rodziny. Zachęcała do postępowania drogą dobra. Przekonywała o skuteczności modlitwy, zwłaszcza różańcowej. Sama żywiła wielką cześć dla Maryi, którą nazywała swoją Ukochaną Matką.

W okresie posługiwania w przytułku Dom Pedro II troszczyła się o dobro duchowe i materialne swoich podopiecznych. Wszystkim, bez żadnej różnicy, okazywała życzliwość i świadczyła wszelkie usługi. Najbardziej starała się pomagać chorym. Wszystkich zarażała swoją radością. Była świadoma pożądliwości, jaka zrodziła się w sercu Augustyna da Silva Peixoto. Zachowywała wobec niego należyty dystans. Mogła poprosić o zmianę miejsca pracy, ale mówiła: Wolę przelać krew, niż opuścić moich ubogich. Jej krew rzeczywiście została przelana i w Wielki Piątek połączyła się z Krwią Chrystusa. Zmarła w obronie swojej wiary i swojej konsekracji. Swoje dziewicze życie okupiła męczeństwem.

© „Dziedzictwo – Święci i Błogosławieni Rodziny Wincentyńskiej” Alberto Vernaschi CM, Tłumaczenie z języka włoskiego Ks. Władysław Bomba CM, Wydanie III (uzupełnione) – WITKM Kraków 2014 r.